|
Link 09.10.2006 :: 19:42 Komentuj (1)
wcale nie mam zamiaru pisać mojego ostatniego tekstu: "bez sensu"
i tego, chciałam przeprosić, że ostatnio to ja byłam nie do wytrzymania.
biedna moja siostra( Ada, wspieram Cię...)
ale Harry wczoraj dzielnie przez cały dzień mnie wspierał(Eh, dzieki, Ci Harry?)
Na dodatek jeszcze ten śmieszny koncert w Bonarze(dziękuję Ci L&M)
Oczywiście moje zamiary pracowitej niedzieli, spędzonej w jakiś konstruktywny sposób chyba wyszły na... (na nic nie wyszły?)
a moja waga ani nie drgnie (koleny gwuść do trumny)
Ale dzięki Ci, Antyl, Ty ,jako jedyna, potrafiłaś mnie pocieszyć :)
Nie ma jak to się dowartościować: podobno niektórym "już niewiele do mnie brakuje. "
Ale, no cóż
"To się nigdy nie zdarzy, w ogóle nie ma takiej opcji
Że przestanę kiedyś marzyć nawet będąc dorosłym"
przecież każdy ma marzenia
Link 15.10.2006 :: 23:10 Komentuj (3)
Nie da się schować nadziei do kieszeni, ani też wcisnąć jej do szuflady. Nie można zamknąć jej w szafie. Nawet na kłódkę, w sejfie czy na klucz.
I tak prędzej, czy później wydostanie się stamtąd.
Czasem jest tak duża, że nie mieści się nawet w pokoju, ba, nawet w dziesięciopiętrowym bloku się nie zmieści.
Ale bywa też tak, że po prostu może się
skurczyć.
Link 20.10.2006 :: 22:38 Komentuj (2)
Wczoraj leżałam sobie w łóżku odkąd przyszłam ze szkoly, tak w sumie bez celu. Bo nie miałam ochoty na nic innego. Zadzwonił telefon. Nie chciało mi się odbierać, po czym jednak nacisnęłam zieloną słuchawkę, mówiąc "słucham" do osoby po tamtej stronie.
Porozmawiałam chwilę, po czym cisnęłam telefon na podłogę i przewróciłam się na drugi bok. Eh, głupia myśl zaświtała w głowie. A może by tak nie spędzić dzisiejszego dnia podobnie do każdego poprzedniego - leżąc, nie myśląc o niczym, w pozycji poziomej czy też pionowej, ale w półśnie.
Bardzo niechętnie wstałam, założyłam kurtkę, spojrzałam na odbicie zapuchniętych oczu i wyszłam. Po co?
Do Tego Głosu w słuchawce. Nie ważne, czy dokonam czegoś wielkiego, czy też nie. Czy wszyscy to zauważą i wypowiedzą swoje kwestie: "och, ach".
Dla mnie sama świadomość, że nie stoję w miejscu, że coś robię, że
walczę?
(może to zbyt duże słowo, nieadekwatne do moich poczynań)
W pewnym momencie przypomniały mi się słowa z Czyjegoś breloczka do kluczy:
"Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą."
Link 29.10.2006 :: 00:31 Komentuj (1)
trochę zmian,
czy na lepsze? - nie wiem.
zależy od punktu widzenia.
Z punktu praktycznego - tak,
z pubnktu widzenia duchowego - nie wiem.
siedzę sobie właśnie przy bro.
ania z marcinem byli, film oglądaliśmy.
nawet z bradem pitem.
to dobrze, bo inaczej sama bym zamuliła w domu
powracające wspomnienia, uczucia, piosenki Sade.
właśnie przeczytałam internetowy horoskop.
a, nawet wirtualnego tarota postawiłam.
jak dla mnie - bomba.
(ciekawe, czy się sprawdzi, ho ho)
czyżby ten samotny sobotni wieczór
(no może nie tak do końca samotny)
zapowiadał inne, podobne wieczory?
-niepokojące, tym bardziej, że moja liczba pojedyncza niedawno uległa zmianie.
widocznie jak każdy bohater romantyczny albo przynajmniej człowiek o pseudo-poecyckiej duszy, jestem skazana, tak czy inaczej, na samotność. przede wszystkim duchową.
a może ja tak podświadomie do tego dążę, żeby moja postać była jak najbardziej dramatyczna czy - ściślej mówiąc - tragiczna?
|